22.11.2020

Dystrofia

Czasem się śni, że wracając do domu nocą widać nad lasem księżyc. Jest blisko, tak jak to we śnie zazwyczaj bywa. Dobrze, gdy są takie sny. Najwspanialsze jest to, że wszystko jest w nich bardzo wyraźne. Widoku nie przesłania rutyna codzienności. Są także inne sny. Mówią o lęku, chorobie, umieraniu. Ktoś mądry powiedział, że życie jest śnieniem. Każdego dnia śnimy dobre i złe sny.

Mistrz zen uderzyłby się teraz kijem w głowę i krzyknął głośno, by wyrwać umysł z drzemki. Ja jednak nie chcę. Niech liście myśli gniją mi w głowie - hyhyhy. Mam dom, mruczącego kota i nadal nadzieję, że tak będzie już wiecznie. Mam podpisany z losem pakt po wsze czasy. Moja wątroba nigdy nie zgnije, a umysł nie zmieni się w kąpielową gąbkę. Tylko tak, jak teraz - księżyc nad lasem - po prostu brzytwa.

Razem z M. i jej córką zrywaliśmy żurawiny w Dębiej Górze. Żurawinowe pola otoczają leśne jezioro szerokim kołnierzem. Były rachityczne sosny i dystroficzny dywan na którym rosły krzaczki żurawin. Pierwszy dzień po przymrozku. Jest mgła, uginające się pod stopami kobierce i nawet, by było jeszcze fajniej, nad nami leci klucz dzikich gęsi. Jesteśmy żurawinowymi komandosami. Po powrocie do domu pijemy wino i gramy w jenge. Córka M. twierdzi, że ma czarny pas w sudoku.


Obserwatorium