12.09.2019

Mistrz


Jest ciepła noc. Księżyc, ten nieodłączny przyjaciel kilku innych myśli, już prawie w pełni wychyla zza chmur. Czuję się jak Jekyll i Hyde w jednej postaci. W niewidzialnym tle kłusują polne koniki, słychać jak tupią świerszcze. 

Na zdjęciach zrobionych w wyjątkowo zasmarkany dzień widać Mistrza. Są także jej dzieła: nastroiki, parapety i wyjątkowo zasmarkany, wrześniowy dzień. Ja także jestem przez nią stworzony, ale nie czuję się jakimś Opus Vitae.

Magnum opus Mistrza jest ona sama. Jedyna i niepowtarzalna. Ktoś z kim nie można się nudzić, bo zawsze się trafi wyprawa po perły, albo łowienie raków w Jeziorze  Cichym.
To jest mój 980 wpis o Mistrzu.









Archiwum

Obserwatorium