13.08.2016

Perseidy

Od dwu dni leżę i smarczę. To jakiś paranormalny wirus sprzedany mi przez pewną wiedźmę, która na koniec naszej krótkiej znajomości życzyła bym "trzymał się cieplutko". No to się trzymam pod dwoma kołdrami. Przynajmniej mam czas na książki, radio i koncert Grateful Dead. Znalazłem ich płytę na bardzo fajnej stronie archive.org - podoba mi się cała, ale gdybym miał zacząć słuchać od nowa to zacząłbym od Stella Blue.

Próbowaliśmy oglądać perseidy. Spadła tylko jedna, a mówiłem mistrzowi, by przygotowała listę życzeń. Jej brak wiary nas zgubił i spadła tylko jedna gwiazda, którą w dodatku zoczyłem tylko ja. Życzenia nie miałem, przecież to mistrz miał je przygotować. Wypaliliśmy po papierosie i wróciliśmy do sypialni, gdzie było przytulnie i ciepło. Zdecydowanie za późno puszczają te perseidy.

Zostaliśmy fanami przecenionej sherry, która jest prawdziwa, bez żadnych podsyfów i z naszą wiśnióweczką nie ma nic wspólnego. Dobrze jest odkrywać nowe rzeczy, dobre jest to, że świat nadal potrafi zadziwiać. Mam na myśli: sherry, koncert Grateful, granatową chmurę co wypuszczona z fajki zasnuwa nocne niebo.
Na szczęście nie piję za tych co na morzu. Nie piję z obowiązku. Piję, bo lubię.

Archiwum

O blogu

Mistrz, Synsei, Miaukot i Zenza są osobami wymyślonymi przez siebie. Uprasza się o niedorabianie im pup, masek i rogów.