03.12.2019

Zimowy poranek morsa.


Podobno trzy dni wystarczą, by zburzyć starą świątynię i postawić w jej miejscu nową. Mi wystarczyło półtora dnia głodu, by zerwać ze zbyt męczącymi już nawykami. Wraz z porzuceniem alkoholu i (tych wstrętnych śmierdzących) skrętów, odeszły ode mnie lęki. Znowu wypłynąłem na zielone łąki i tylko tutaj chcę żyć. Ćwiczę, stosuje dietę i czuję się jak Jane Fonda po szesnastej operacji plastycznej. Wróciły do mnie kolorowe sny.

Mistrz zapytał mnie czy w związku z tym faktem wzrosła moja duchowość - na co skromnie odparłem, że duchowość jest takim samym zamętem w głowie, jak alkoholizm. My skromni adepci zen (ostatnimi czasy) staramy unikać się wyobrażeń na jakikolwiek temat, w tym także unikać myśli o drodze, ścieżce, trakcie prowadzącym do krainy innej niż ta, którą tu i teraz jesteśmy.

W ostatnią niedzielę wieczór płytowy dwójki poświęcony był pięćdziesiątej rocznicy wydania ostatniej płyty The Beatles - Abbey Road. Całość do odsłuchania tutaj. W mojej głowie wraca moda na Beatlesów, zapewne dzięki świetnemu filmowi Yesterday. Kto nie widział niech szybko nadrobi. Nie chciałbym spoilerować, ale scena w której pewien pan mówi o udanym życiu jest jak dla mnie genialna. Proste recepty sprawdzają się najlepiej.