23.05.2019

Księga dla starych urwisów


Pamiętam dzień w którym zostałem urwisem, choć moje początki były raczej skromne i niewinne, bo urwisowanie zacząłem od Ewy Szelburg Zarembiny "Przez różową szybkę". A wszystko to dzięki koledze, który pewnego wiosennego dnia mego dziecięctwa, objawił mi istnienie Biblioteki. Słowo "Biblioteka" nieprzypadkowo piszę z dużej litery, ze względu na szacunek jaki mam dla tej instytucji. Każda - zarówno Biblioteka, jak i książka - jest dla mnie fragmentem, cudem ocalałej Biblioteki Aleksandryjskiej. Jest także Biblioteką Babel - tą z opowiadania Borgesa. I tak jak Borges twierdzę, że biblioteki są po to stworzone, by obiecywać ludziom nieskończoność. 

"Przez różową szybkę" nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia, zapewne dlatego, że nie przeczytałem tego nudziarstwa. Dopiero później, kolega (ten sam, niezawodny) pokazał mi książki Niziurskiego, a one stały się moją miłością do dziś. W dodatku miłość ta opromieniła innych autorów i mogę powiedzieć, że to Niziurski wciągnął mnie w świat książek, nieskończoności bibliotek i sprawił, że od tej pory odnalazłem swój azyl, miejsce gdzie można się skryć w czasie gdy wieje przeciwny wiatr. 
Kolega nie uchronił się, jak ja, przed wichrami historii i został wiele lat później alkoholikiem. Dołączył do Inocynta, próbującego zapić swój ból i śnić o kosmicznych lotach na hałdach.

Dlaczego nazywam się urwisem? To dzięki Niziurskiemu nabrałem niezbędnego dystansu do życia, pozwalającego stać z boku i śmiać się z własnych niepowodzeń. Być może przesadzam, bo często zjadałem sam siebie z nerwów, ale ideę mam taką, jaką przekazał mistrz Edmund: bądź zawsze z boku i nie traktuj życia zbyt serio, bo dzisiejsze niepowodzenia, jutro łatwo staną się przyczynkiem do chwały kogoś kto przetrwał. 
Zapewne trochę fantazjuje, ale co byłbym wart bez tej fantazji, łatwości interpretacji i naginania zjawisk do własnego widzimisie. Tak - właśnie dlatego nazywam siebie urwisem. 
"Księga dla starych urwisów" - polecam.



Archiwum

Obserwatorium