26.10.2020

A mnie nie szkoda lata

 
Mistrz jest w fazie nasadzeń. U niego lato się jeszcze nie skończyło i wciąż biega po ogrodzie. Usuwając rzeczy stare, sadzi nowe. Gdyby ją o coś spytać, na każde pytanie odpowie: "sadzić trzeba, sadzić". Razem z Miaukotem pomagamy jak możemy. Ja wyrywam stare krzewy, Miaukot się tarza na grzbiecie. Ja palę gałęzie, on ćmi fajkę. Taka z nas dobrana para pomocników.

Byłem dzisiaj w Toruniu. Nie powiem, urocze miasto, choć wrogie, bo ja przecież z Bydgoszczy. Najbardziej zazdroszczę im bulwarów nad Wisłą, tuż obok starówki. Ach jak piękne imprezy możnaby tam urządzać za młodu. Teraz to już tylko przysiąść na chwilę, posłuchać krzyku mew. Wartkim nurtem płynie polityczne gówno, a ja spokojnie nabijam trzecią faję.

W dużym pokoju, lub jak kto woli salonie, kluka domowe wino z winogron. Mistrz ma haj na robienie wina i po raz pierwszy, w dziejach naszej miłości i w ogóle, nastawiła dwa niewielkie balony wina. Czuję się jakbyśmy mieli dwa nowe stworki w domu. Mistrz mówi, że one "klukają". Według mnie raczej pyrkają lub zwyczjnie bąblą. Przez takie nurkowe rurki.











Obserwatorium