30.06.2020

Jeżynowy odlot


Po wschodzie słońca lubimy chodzić po ogrodzie. Prowadzi Miaukot, który jest tutaj nocnym stróżem. Dnie zazwyczaj przesypia w cieniu wysokich traw. O świcie zaś czeka na tarasie domu, bo tak jak my uwielbia wspólne spacery. Trasa prowadzi obok fontanny, stawu, gdzie lilie i grążele jeszcze nie otworzyły kwiatów. Później warzywnik, sad, nowy i stary ogród, ścieżki mniej lub bardziej zarośnięte. Po środku tego królestwa stoi nasz dom.

Jeżyny dostaliśmy dawno temu od mojego ojca. Mają więc wartość sentymentalną, zwłaszcza, że rosły na jego działce w Myślęcinku. Najlepiej nadają się na nalewkę, która mordowarskim zwyczajem bardziej przypomina paliwo rakietowe, niż słodki syrop. W słotne, jesienne wieczory lejemy ją do baku i wyruszamy na inne planety. Ogród jest naszym miejscem startowym, a dom kosmicznym statkiem pozwalającym oderwać się od ziemi.

Dobrze jest zmienić perspektywę, by nie mieć wrażenia, że stoi się w miejscu, by móc ocenić właściwą wartość zdarzeń. Na razie przygotowujemy się do lotu, a statek nasz grzecznie kołysze się na fali zadokowany w porcie. Czas startu jest coraz bliżej. Jutro zaczyna się lipiec. Na krzewach dojrzewają owoce, w warzywniku obrodziły warzywa, na łąkach niebawem zakwitną zioła. Kiedy zrobimy niezbędne zapasy wyruszymy w kolejną podróż i zostawimy wszystko za sobą niedokończone.

















2 komentarze:

  1. Piękne to Wasze domostwo,Zenzo.Z gustem urządzone,w tajemniczym ogrodzie,ze stylowymi drobiazgami.Kiedy ma się takie miejsce,nie tęskni się za podróżami,tak myślę.Jeżynowa nalewka-poezja.Serdeczności i specjalne ukłony dla Mistrza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję E-ko. Ukłonię się do samej ziemi.

      Usuń

Obserwatorium