13.09.2020

Ferdynand Wspaniały.


Historia tego szezlongu jest nieco dziwna i szalona. Mamy go od dziewięciu lat, a jeszcze nikt na nim nie leżał. Zaprawdę dziwny jest ten świat. Czy mamy inne rzeczy nikomu niepotrzebne? Całe mnóstwo, ale z każdym z nich wiążemy nadzieję, że może kiedyś tego użyję, to przeczytam, obejrzę, usiądę, wezmę, zainteresuję się. Póki co niech będą porzucone.

Światło jest dla nas bardzo łaskawe, a wkrótce ma się odbyć słoneczny festiwal. Ćwiczymy swe role na tarasach mordowarskich domów. Nadchodzi jesienny karnawał. Polnymi drogami biegają dzieci, ciągnąc za sobą ogony latawców. W trójce puszczają muzykę Maxa Richtera i nic nie niepokoi. Nawet myśli wydają się być szczęśliwe, jak kolorowe serpentyny.

Niedzielne noce są inne, niż wszystko. Dom obsiadły świerszcze, szukają ciepłych miejsc. Zbliża się północ. Za chwilę roztrąbi się puchacz, rozdźwięczą poranne zegary. Na szczęście jutro mam wolne. Będę obserwował kwartały światła na sosnowej podłodze sypialni i mrużył oczy. Jak kot, któremu przyśniło się, że jest człowiekiem. A może psem? Nie pamiętam.




4 komentarze:

  1. Coś w tym jest. Niewątpliwie. Z charakteru i z wykształcenia jestem minimalistą (czasami nie podoba się to mojej żonie, ale cóż...). Choć, te rzeczy, mimo iż porzucone, zapomniane...
    A jednak... . Czasami... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam dużo rzeczy, których nie używam, ale szkoda wyrzucić.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ajjjj, taki szezlong mieć...cudnie byłoby wędrować literkami czytanych książek, leżąc na takim cudzie...
    I te świerszcze mi się podobają bardzo, moja coś ostatni zamilkły, niestety poranne zegary nie chcą spać...
    Zenzo, cudowny, liryczny wpis...jak miód na moje serce :)
    Cudowności na początek jesieni życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję za odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorium