15.10.2020

Automatyczny puls

 

Razem z mini-jogim (to jedno z wcieleń naszego kota) oddychamy leniwym powietrzem popołudnia. Prócz nas, nie ma tu nikogo. Często po dłuższej drzemce robimy to, na co mamy ochotę. Palimy gazetami w piecu, a poźniej idziemy do ogrodu patrzeć na dym z komina. Wróżymy z niego porę wyboru nowego papieża.



Myślę ostatnio o niczym. Jak muminki napycham się igliwiem, by zasnąć na zimę. Naściągałem hipsterskich ebooków na kochany mój czytnik. Mam kilka polskich płyt z lat osiemdziesiątych, nagranych i słuchanych w jakości hi-fi. Tak po cichu, by nikt nie usłyszał. Zima jest mi nie straszna. W zamrażarniku bób i dyskusje po świt.

Poczułem właśnie zapach wody kolońskiej mojego dziadka. Niedługo będę tak stary, jak on. Nie wiem kim był. Niewiele też wiem o swoich rodzicach. Nie pytam, bo nie chcę wiedzieć. Wolę ich tak, jak dotychczas. Wyobrażać tylko.


4 komentarze:

  1. Leniwe powietrze popołudnia to najlepszy czas na drzemkę, muzykę, stare płyty
    i rozmyślanie o przeszłości.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. podrzucam trochę więcej takich trzeszczących płyt
    https://www.youtube.com/channel/UCYTkOii6rSDpWSLzUVIH_DQ/videos

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorium